11. cze, 2019

Wszystkie wiatry na "Marinie"

Tak jak w tytule; wiało od 0 do 40w, ze wszystkich 32 rumbów. Ale nie to było przyczyną słabego wyniku. Słaby, czyli 9 na 14 jachtów w ORC. Przyczyny leżą po stronie armatora/skippera. Nie sprawdziła się wymyślona zimą koncepcja węższego poprowadzenia foka. Ale żeby go poprowadzić wewnątrz wanty, trzeba było go jednak skrócić po liku dolnym o kolejne 20 cm. Kosztowało to utratą 1,9 m2. Na poprzednich regatach cieszyłem się, że łódka chodzi ostrzej,ale nie brakowało wiatru. Teraz na Marinie wiatru było mniej, no za wyjątkiem tego momentu gdy było go za dużo, więc wyrażnie odczuliśmy brak prędkości. A potem w ostatnim wyścigu w niedzielę, ubyło kolejne 2m2 i to już daje taki efekt, że odchodzi chęć na ściganie. A jak do tego doszło to poniżej. Weekend regatowy dla Ingi i mnie zaczął się już w czwartek wyjazdem do Gdańska i przestawieniem łódki do JKSG pod dzwig.Celem była weryfikacja wagi z założeniem, że poprawimy świadectwo. Niestety tryb pomiarowy, to opróżnienie łódki ze wszystkiego. Ponieważ Piotr Adamowicz wyznaczył nam godz 9 rano, to zaczeliśmy o 6-tej. Ledwo zdążyliśmy, ale dostaliśmy pochwałę od mierniczego za wzorowe przygotowanie. Waga pokazała 3744 kg, 143 kg więcej niż ścieżka analityczna. Składanie łódki z powrotem do kupy zajeło nam do 15-tej. Ale były też zyski w postaci weryfikacji zawartości szpejstwa i lepsze rozlokowanie. potem popłyneliśmy na Szafarnię do Mariny. Tam zastaliśmy naradę śmietanki polskich mierniczych, zastanawiających się co z nami zrobić. Staneło na wystawieniu świadectwa typu Club, z GPH 695,1.   Jeszcze tego wieczoru zjechali ZbyszekP i Grzegorz, a rano dołączyła do nas Martyna. Wyszliśmy wcześnie na trening by przećwiczyć spinakerowanie i zwroty w nowym zestawie. Najnowszym elementem była Martyna na pozycji dziobowej. Nie myślcie wielkie chłopy, że macie monopol na dziób. Wyścig 1-szy był dla naszej załogi trudny technicznie, szczególnie w kontekście mediany PESELU. Trasa ustawiona krótko, jedynie 0.7 mili od dolnego do górnego znaku, a do tego 3 kółka. Niemniej bylismy zadowoleni, dobry start i szło bez wpadek. Drugi wyścig tzw Zatokowy ustawiony na 20 Mm, w kształcie wieloboku, z dalekim dolnym znakiem aż na NP. Od początku rozgrywany  był w cieniu nadchodzącej burzy. Ale ona tak jak w chińskiej operze nadchodziła i nie nadchodziła. Nadeszła gdy cała stawka była rozrzucona po Zatoce w kursie na NP. Uderzyło od razu koło 40w, ale dla czołówki, nieco mniej. Przyjeliśmy uderzenie godnie, przetwarzając w predkośc, ale po chwili, podobnie zresztą jak inne jachty wokół nas łapiemy wywózkę. Wystarczyło parę sekund łopotu, a z naszego starego foka - strąki i ramki. Pięknie emeryt skończył. Polecielismy na samym grocie. Przed NP założyliśmy pierwszy ref i podjeliśmy próbe wymiany foka na turystyczny. Pierwsza próba nie udana - podarty nie chciał zejśc, ale w drugiej się udało. Niemniej duża strata na takim manewrze, który siłą rzeczy musiał w tych warunkach potrwać. Jescze na ostatniej boi N1 mieliśmy kolizyjne spotkanie ze statkiem, kółeczko i kolejne minuty straty. Ale ponieważ kilka jachtów się wycofało, więc w tym biegu 7-me. Powrót do Mariny w dobrych nastrojach, satysfakcja z utrzymania trymu regatowego mimo awarii i cieżkich warunków, nawet mokre ciuchy, dopiero teraz zmieniane, nie przeszkadzały. Sobotni wieczór - imprezowy. Koncert szantowy, grill, piwo od sponsora bez ograniczeń, no i bardzo przyjemna dogrywka w mesie Blue Horyzonta. W kojach o 0200, co nie wróżyło dobrze na ostatni wyścig. A ten w krańcowo innych warunkach, słonecznie, wiatry 0 do 3, no i tak jak na wstępie obleciały horyzont dookoła. Start całkiem dobry , wybraliśmy dobrą stronę, ale brak prędkości. Elessar przejechał po nas jak po burym psie. Ale dalsze dołowanie zaczeło się od tego, że podkusiło mnie zmienić stronę i załapałem środkiem dziurę wiatrową. Potem już było tylko powiekszanie straty. Do tego tam gdzie czołówka przeleciała na spinach, my się halsowaliśmy, a tam gdzie mieli szybki połówkowy żużel, my - zdychający fordewind. Po wyścigu pożeglowaliśmy do Górek i dalej na Tarcice. Szybki klar i zdążylismy na nasze zakończenie. Wynik 9-te miejsce, ale na pocieszenie wylosowaliśmy piękną kamizelke asekuracyjną.  Wnioski: fok nie padł na darmo. Dał nam dużo informacji o zyskach i stratach przy różnych jego wielkościach. Przypomnę: zaczął jako 27,5 m2, potem 21,9 , by zakończyć z metrażem 20,1 m2. Obecne 18,1 m2 jest regatowo nie do przyjęcia. Co dalej - sprawa otwarta.

ZR