6. wrz, 2021

GWG'21

kolejny raz, a jednak inaczej

Te regaty nigdy nie są takie same. Weźmy ten rok. Warunki łagodne jak rzadko, dla dzieci i emerytów. Powinno się to przełożyć na metę koło południa, a jednak nie. Większość jachtów zakończyła między 5-tą, a 8-mą rano. Wiele się na to złożyło; łagodne morze, wiatru raczej za mało niż za dużo, ale jednak zawsze trochę było, układ wiatrów i kursów taki, że obeszło się bez halsówki, wszystko to skutkowało tym że jachty szybciej lub wolniej , cały czas podążały do celu. Co więc było w tym roku główną trudnością? Bo że musi być trudno, mamy przez Tomka obiecane. Oprócz ciemności, ale też nie takiej głębokiej jak bywało, za głównego utrudniacza bym w tym roku uznał jednak wiatr. Tym razem nie utrudniał siłą lub jej brakiem, ale zmiennością. Były to regaty dla starannych skipperów i nie znużonych załóg. Ciągłe zmiany wiatru, zarówno w kierunku jak i w sile, wymuszały na załodze natychmistowe reakcje. A ponieważ było ich setki, dosłownie co chwilę, ten kto starannie na nie reagował, zyskiwał, mniej uważni, lub znużeni, tracili sekundę po sekundzie.

A jak to wyglądało z pokładu Słoni ?  W Gdyni jesteśmy od rana. Jest czas na przygotowanie łódki i trening. Na pokładzie czwórka; Skipper, Grzesiek, Lechoo i Piotr vel Mietek, Wszyscy opływani na Słoni, ale pierwszy raz w takim składzie. Na treningu ćwiczymy spina z naciskiem na sytuacje jakie przypuszczalnie zaistnieją na trasie. Po treningu jest jeszcze czas na krótki relaks i przesypkę. Już drugie regaty startujemy w barwach Sailing Faktory, tym razem  cała flotylla 4 jachtów. Przed regatami zespołowa focia. Wychodzimy na pole startowe. KWR-y razem z "turystami" startują w pierwszej grupie. Startujemy idealnie, 3m od statku i w 3 sek po sygnale. Wykorzystałem lukę po największych jachtach, które poszły ciut za szybko i musiały pójść po linii w lewo. Ale zaraz potem błąd, pozwoliłem się nakryć przez Eveline, zamiast od razu uciekać w prawo. Ale i tak halsówka do rozprowadzającej poszła dobrze. Do Helu jednym halsem, zwrot powyżej cypla i drugim halsem na Władysławowo. W tekscie to zaledwie dwa zdania, ale ile się za tym kryje starań, mówi trochę akapit powyżej. Wła osiągamy o 0010 jako ogony dużej grupy, drugiej po tych najszybszych. Po boi musze trochę odsapnąć. Przekazuję ster Lechowi i schodze pod pokład troche sie zregenerować. Zajmuje mi to godzinę. W tym czasie wiatr nam słabnie. Po regatach czytając tracking widzę swój błąd. W założeniach planowałem po boi odejść trochę w morze, a tego nie zrobiłem. A tam lepiej wiało. Dowodem Vataha2 która na tym odcinku między boją a Kuźnicą nas wyprzedza. Z kolei my wyprzedzamy Bigger Johnke i to mi  trochę zmniejsza czujność. Wiatr odchodzi na zachód , stawiamy spina. Dowozimy się z nim kawał za Jastarnię, ale kosztem zbliżania się do brzegu. na tym odcinku utrzymujemy dystans do Vatahy. Powrót wiatru na wschód zmusza nas do zrzucenia spina. Stawiamy go powtórnie jeszcze przed świtem, gdy odchodzenie brzegu cypla pozwala skręcać na południe. Wchodzimy na Zatokę. Jeszcze ciemno, ale sądząc po oddalających się światełkach jachtów przed nami, mamy wrazenie, że spóżniamy się na wiatr odchodzący z nimi na Gdynie,W tej grupie Vataha, Blue Horizon, Polled, ale i Tintamarre, w którym to jachcie, obok Purgi widzimy najgroźniejszych konkurentów. Ale spin ciągnie, nastroje dobre. Już widzę nas wchodzących na metę pod piękną czaszą we wschodzącym słońcu, ale figa. Na kilka kabli przed metą wiatr gaśnie i się odwraca na zachodni. Ostatnie metry do mety kursem na wiatr. 0644 sygnał i nasz okrzyk towarzyszą przecinaniu kreski. Cumowanie i spać, ale z przeczuciem, że poszło dobrze. Pobudka, śniadanie i płyniemy na Tarcice. Tam na kei witają nas wiadomością, że mamy 3-cie. Ale okazało się, że ktoś odczytał zeszłoroczne wyniki. Jest lepiej - jedynka.

Jeszcze o trackingu. Bardzo dobry. Zaskoczył nas i nie byliśmy w pełni przygotowani na jego wykorzystanie do optymalizacji żeglugi. Taka informacja jak jadą pozostałe jachty, to znakomite narzędzie dla taktyka. A do tego ile żon i przyjaciół dzieki niemu miało nie przespaną noc. I spokojna analiza po powrocie do domu własnych błędów. Bezcenne!

ZR